Urodzić martwe dziecko – koszmar porodu naturalnego

Kiedy kobieta rodzi zdrowe, śliczne dziecko wszyscy są szczęśliwi, gratulują i zachwycają się noworodkiem. Mówią „śliczny dzidziuś”, „słodkie maleństwo”, „kochany maluszek”.

Gdy na świat przychodzi martwe dziecko nagle wszystko zmienia się o 180º. Matka ma urodzić płód (już nie dziecko) i najlepiej o nic nie pytać, zapomnieć, wymazać z pamięci.

Najgorszym jednak doświadczeniem dla matki, której w łonie umiera dziecko jest poród naturalny. Ból, cierpienie i żal spowodowane utratą tak oczekiwanego Maluszka potęguje dodatkowo ból i cierpienie towarzyszące naturalnemu porodowi.

Kasia tuż po ślubie zaszła w ciążę. Z mężem byli najszczęśliwszą parą na świecie. Dziewczyna czuła się rewelacyjnie, wyniki badań był idealne. Nie dokuczały jej mdłości, bóle pleców. Aktywnie spędzała czas. W 21 t.c dowiedziała się, że pod swoim sercem nosi córeczkę. Maleństwo rozwijało się prawidłowo, wszystkie wizyty u ginekologa były radosnym doświadczeniem. Razem z mężem wybrali imię. Michalinka jeszcze przed narodzinami była ukochaną córeczką tatusia. W 35 tygodniu Kasia trafiła do szpitala ze skurczami. Podano jej jednak środki wyciszające, podłączono KTG by skontrolować tętno Michalinki i wypuszczono do domu. Skurcze ustały. Tydzień później Kasia zaniepokojona małą aktywnością córeczki trafiła znów na izbę przyjęć. Przyjęcie, KTG – położna nie potrafiła znaleźć tętna, nic nie mówiąc pobiegła po lekarza, ten wykonał USG – brak czynności serca płodu……Szok. Niedowierzanie. Rozpacz. Kasia nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Przecież jeszcze dwa dni temu Michalinka bezlitośnie kopała ją w prawe żebro….Koszmar miał się jednak dopiero zacząć. Kasia trafiła na porodówkę, podłączono jej kroplówkę i kazano czekać. Na pytanie „Co teraz będzie?” lekarz odpowiedział jej „Zaczną się skurcze i będzie Pani rodzić” „Tak po prostu?”, „Tak jak każda kobieta rodzi dziecko, nic w tym dziwnego”.

Kasia była przerażona, poród trwał 12,5h. Rozwarcie postępowało bardzo wolno, za wcześnie przebito wody płodowe co spotęgowało odczuwanie skurczy. Cierpiała. Fizycznie i psychicznie. Mąż zapytał czy Kasia mogłaby mieć zrobione cesarskie cięcie, że to dla niej zbyt bolesne doświadczenie. „Nie, ponieważ nie ma ku temu wskazań”

Końcowe pół godziny to najgorsze czego Kasia doświadczyła w życiu. Na sali panowała absolutna cisza. Nawet ona podczas skurczy nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Co jakiś czas do sali zaglądał lekarz z pytaniem „Długo jeszcze?” a położna odpowiadała „Jeszcze chwila i kończymy” Gdy nadeszły skurcze parte Kasia nie miała już siły, była wyczerpana porodem, płaczem i bólem. Położna krzyczała „Przyj mama, przyj!” Mama? Kiedy Michalinka przyszła na świat, lekarz oznajmił „Macie Państwo córkę, nie żyła prawdopodobnie od dwóch dni” odciął pępowinę, oddał dziecko położnej i wyszedł. Położna z Michalinką też wyszła. Kasia z mężem zostali sami. Płakali. Po chwili przyszła położna ze słowami „Nie płacz mama, urodzisz jeszcze łożysko i będzie po wszystkim”. Potem zabrali Kasię na zabiegowy by zszyć nacięte krocze. Mimo rzekomego znieczulenia czuła wszystko…..Kiedy trafiła na położnictwo leżała z dziewczyną, która tuliła w ramionach synka. Cierpiała katusze. Cały czas słyszała płacz dzieci z sali porodowej a jeszcze po porodzie nikt jej tego nie oszczędził.

Z mężem pożegnali Michalinkę w zimnym, ciemnym pokoju. Nie mogli jej nawet przytulić. Leżała nagusieńka na zimnym blacie.

 

To historia tylko jednej mamy. Jest ich mnóstwo. Każda przeżywa niesamowitą rozpacz i tragedię dowiadując się pod koniec ciąży że jej dziecko nie żyje. Dlaczego w takim momencie każe się tym dziewczynom rodzić naturalnie?? Dlaczego nie można rozwiązać ciąży poprzez cięcie cesarskie? To chore, że kobiety, które mają widzimisie i nie chcą rodzić naturalnie, płacą lekarzowi i bez problemu wykonuje się u nich cięcie cesarskie a kobiety, które przeżywają traumę po utracie dziecka muszą doświadczyć dodatkowo bólu i cierpienia związanego z porodem.

Na jednym z portali, gdzie poruszono temat porodu naturalnego w przypadku martwego dziecka, wypowiedział, się lekarz, odnosząc się do faktu nie wykonywania cięć cesarskich w takich przypadkach.

„Poród przez cesarskie cięcie to operacja, którą wykonuje się w celu szybkiego zakończenia ciąży oraz urodzenia dziecka. W przypadku martwego płodu ten pośpiech nie jest konieczny” – tłumaczy dr Medard Lech.”

Nie jest konieczny?? A co z matką i ojcem dziecka?? Dlaczego nie bierze się pod uwagę ich stanu emocjonalnego? Dlaczego pozwala się im na dodatkowe cierpienie?

To nie ludzkie traktowanie, które oburza mnie odkąd pierwszy raz w swoim życiu uczestniczyłam w porodzie naturalnym nie żyjącego już dziecka. Przeraża mnie fakt, że cięcie cesarskie obarcza się wtedy operacją wysokiego ryzyka, wykonywaną tylko i wyłącznie w stanach zagrażających życiu matki, kiedy w tym samym czasie na sali operacyjnej tą właśnie drogą rodzi się dziecko zupełnie zdrowej kobiecie, tylko i wyłącznie dlatego, że umówiła się z lekarzem bojąc się bólu!0

Udostępnij wpis:
    Kategorie: Poród, Zdrowie kobiety. Autor: Marika Kaczmarek. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

    O Marika Kaczmarek

    Jestem położną z kilkuletnim stażem pracy. Ukończyłam Wyższe Studia Magisterskie na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu o kierunku Położnictwo. Doświadczenie zawodowe zdobywam głównie podczas pracy w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym w Poznaniu. Prywatnie jestem mamą 3-letniej Sary i 7-miesięcznego Arturka. Czas spędzony z dziećmi uważam za wyczerpujący aczkolwiek bardzo radosny i pełen wrażeń czas :) Staram się by dzieciństwo moich maluchów obfitowało w ogrom miłości i dobrą zabawę.

    126 komentarzy nt. „Urodzić martwe dziecko – koszmar porodu naturalnego

    1. Jestem licencjonowaną położną i dobrze pamiętam co mówiono nam w czasie studiów odnośnie porodów martwych dzieci. Otóż lekarze jednogłośnie twierdzili, że cięcia cesarskiego nie wykonuje się z powodu blizny!Blizna po cięciu cesarskim bowiem przez całe życie będzie się matce kojarzyć ze stratą dziecka.

      • Z blizną czy bez kobieta zawsze będzie pamiętała o stracie dziecka. Znam dziewczyny, które nawet kilka lat po porodzie martwego dziecka odczuwają ból w bliźnie po nacięciu krocza a ten proceder niestety wykonuje się nagminnie…To też przypomina im o stracie. Uważam, że kobieta, która rodzi martwe dziecko powinna być powiadomiona o możliwościach rozwiązania ciąży i jego następstwach oraz sama wybrać.

    2. Gdyby kiedyś choć jeden z tych lekarzy, doświadczył tego co przechodzi w tym momencie kobieta, to miałby do tego inne podejście. Po za tym co ma blizna do pamiętania, czy z blizną czy bez pamięta się dziecko, które się urodziło i to co trzeba było przejść!!!! Kobieta powinna mieć prawo wyboru, a najważniejsze powinna mieć prawo do godnego pożegnania się z dzieckiem (nie płodem). Bo niestety z doświadczenia wiem, że martwe dziecko traktowane jest tak ja by go nie było. Mnie było dane pożegnać się z synkiem dopiero w dniu pogrzebu.

    3. Fakt, że blizna po cięciu cesarskim będzie kojarzyć się ze stratą dziecka, jest dla mnie śmieszny. To znaczy, że po porodzie naturalnym kobieta o wszystkim zapomina? Pstryk, czary mary i nic się nie wydarzyło??? Żadna kobieta nie wymaże z pamięci utraconego dziecka, bez względu na to czy urodziło się ono siłami natury, czy drogą cięcia cesarskiego. Proces żałoby przez który będzie ona musiała przejść trwa czasem latami. Traumatyczne przeżycia związane z porodem martwego dziecka mogą wywierać wpływ na jej całe dalsze życie, również na podjęcie decyzji odnośnie dalszego potomstwa. Problem tkwi również w tym, że personel medyczny nie jest w ogóle przygotowany do radzenia sobie w takich sytuacjach. Często przekazanie samej informacji pacjentce o utracie dziecka jest trudne, bo personel nie wie za bardzo jak tego dokonać. W całej tej sytuacji uważam, że najważniejszy jest kontakt i obecność psychologa. Jestem zdania, że każda kobieta powinna sama móc zadecydować jaką drogę ukończenia ciąży wybiera. Lekarze natomiast powinni spróbować chociaż wytłumaczyć kobiecie jakie są plusy i minusy obu dróg rozwiązania ciąży i uszanować decyzję rodzącej. Uważam również ,że takie porody powinny być przeprowadzane w obecności psychologa.

      • Pisze Pani o obecności psychologa? W szpitalu, w którym leżałam na patologii ciąży, kobiety te nie mogą nawet rodzić w obecności kogoś bliskiego, a co dopiero psychologa… Odbywa się to zazwyczaj w nocy (przypadek?) A pozostałe pacjentki słuchają krzyków biednej rodzącej albo kłótni personelu, kto ma TO później posprzątać. Będąc dwa tygodnie na tym oddziale miałam wrażenie, że trafiłam do jakiegoś horroru… Gdybym musiała tam spędzić jeszcze kilka dni, to sama bym potrzebowała psychiatry.

        • Współczuję doświadczeń :( Niestety nasza służba zdrowia bardzo kuleje. Mam jednak nadzieje, że jednak w końcu rozwinie skrzydła. Już teraz powoli coraz więcej mówi się o godziwym traktowaniu pacjenta więc trzeba wierzyć ze w końcu wszystko się zmieni. Duża rola młodego personelu medycznego, bo mimo całej ogromnej wiedzy i szacunku do doświadczonych lekarzy to jednak naleciałości sprzed lat nie dają się im rozwijać i zmienić kierunku myślenia.

          • Komentarz bardzo prawdziwy. ostatnio ogladałam wypowiedź lekarza, który tłumaczyl sie dlaczego nie zaproponował psychologa pacjentce rodzącej martwe dziecko. powiedział, że on nigdy nie miał takiej potrzeby to i on nie proponuje takiej pomocy. Słuchanie tak głupiego komentarza jest wielką zniewagą.

    4. Urodzenie martwego dziecka jest czymś tak strasznym i niewyobrażalnie bolesnym, że brakuje mi słów aby móc choć w przybliżeniu opisać to, czego jak tylko mogę się domyślać, przeżywa kobieta. Zjawisko to nadal jest tematem tabu. Nie bójmy się o tym mówić. Cieszę się, że Marika poruszyła tak ciężki temat. Być może kobietom, które to przeżyły łatwiej będzie pogodzić się ze stratą maleństwa. Być może podzielenie się swoimi przeżyciami na łamach bloga przyniesie ulgę. Wylanie swoich uczuć a nie chowanie ich w sobie na prawdę pomaga!

    5. Nie ma kompletnie znaczenia czy jest ta blizna czy jej nie ma. Ja straciłam synka w 28 tygodniu ciąży.. Ból jest niesamowity chociaż mija juz 14 lat. Najgorsze w tej stracie synka jest fakt iz nikt kompletnie nikt nie porozmawiał ze mną po porodzie o synku abym mogła go zobaczyc i się z nim pożegnać. Nie zdają sobie sprawy z psychicznego dołu mamy rodzącej martwe dziecko. Przecież ja nie wiedziałam co mam robić. Zabrano mi synka pozostawiono mnie na korytarzu samą … przecież to jest nieludzkie..to tak bardzo boli.. nawe teraz po tylu latach mam żal do siebie że nie walczyłam żeby zobaczyć maluszka i się z nim pożegnać. Byłam tak słaba psychicznie że nawet mąż bał się mnie brać na pogrzeb. ( a ja teraz żałuję niesamowicie dlaczego się zgodziłam… mam żal do siebie). Po pogrzebie w dzień w dzień siedziałam na cmentarzu i dopiero tam zobaczyłam ile nieszczęśliwych kobiet chodzi po tym świecie. Mam nadzieję że wreszczie ktoś zrozumie u góry że najważniejsza jest pomoc psychologa i „normalnego ludzkiego” lekarza przy tak trudnych sytuacjach w życiu jakim jest utrata kochanego dziecka. Najgorsze jest to że oczywiście jak człowiek byłby znaną osoba to lekarze i położne (przepraszam innych lekarzy i położnych którzy mają serducho otwarte na takie sytuacje) biegałyby koło ciebie jak ze „sraczką” ale niestety ta szara rzeczywistość jest okrutna. Jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po roku czasu lekarz pozwolił próbować nam zajść w ciąże i udało się . Od samego początku codziennie słuchaliśmy bicia serduszka bo strasznie baliśmy się „ciszy”. Obecnie moja córa ma juz 12 lat i jest cudowna. Sama wie dobrze że ma braciszka ktory jest jej aniołkiem stróżem. Pamietajcie władze szpitali!!! zatrudnijcie psychologa, który będzie w stanie bardzo pomóc biednym mamą rodzącym martwe swoje dzieciątka…pozwólcie a nawet nie pytając się po porodzie połóżcie dzieciątko koło mamy (to naprawdę dla mnie by było cudowne, bo ja wtedy wogóle nie myślałam co mam robić teraz to bym krzyczała nie dałabym sie tak potraktować). Pozdrawiam

    6. Witam mam 26 lat dwa tygodnie temu urodziłam martwego synka to był 36 tydzień. Musiałam go urodzić ponieważ powiedzieli mi że mały długo nie żył i boja się o zakażenie nie odczuwałam ruchów przez 2 tygodnie .PYTANIE wasze na pewno czemu nie bylam u lekarza bo miałam wielowodzie i mówili mi ze mogę nie czuc ruchow dlatego urodzenie go było przeżyciem najgorszym na świecie nie słysząc płaczu widząc tylko ciemne ciałko to Ból jakiego nie da się opisać pochowaliśmy małego i teraz chcemy dalej się starac w 20 tyg, ciąży okazało się ze mały jest chory na przepuklinę przeponową i umrze więc mieliśmy trochę czasu na przygotowanie ale nigdy nikt nie jest w stanie przygotować się na 100 % mam prośbę jestem z Bydgoszczy gdyby ktoś chciał pogadać to zapraszam :) i mailowo i przy kawce !!!

    7. Przed wczoraj urodzilam mojego ukochanego Mateuszka w39 tc byl martwy . Lekarze mowia ze od dwoch dni nie zyl a przeciez we wtorek jeszce zyl kopal mnie i na badaniach slyszalam bicie serduszka. Dlaczego tak sie stalo. Urodzilam go sn ale personel byl bardzo mily pomogli mi przez to wszystko przejsc pocieszali. Urodzilam w osobnej sali bez innych rodzacych. Teraz musze jeszce przezyc pogrzeb nie wiem jak dam rade.

      • Droga Sabino, nie wiem jakich słów użyć na pocieszenie. Co można powiedzieć mamie, która straciła dziecko? Jak pomóc przejeść przez okres żałoby i jak na nowo sprawić aby zaświeciło słońce w Twoim sercu…?Myślę, że czas z pewnością goi rany ale nigdy nie uda się wymazać z pamięci przeżycia jakie towarzyszyły narodzinom synka. Nie bój się mówić o cierpieniu i bólu jaki Ci teraz towarzyszy.

          • Witaj Sabino jak sobie dalej radzisz ? ja 14.11.2015 urodziłam martwego syna :( 40 tydzień + 4 dni , poszłam na ktg i nie można było znaleźć akcji serca , myślałam że znowu się schował bo zawsze był leniuszkiem i panie położne miały problem znaleźć od razu bicia serduszka ale tym razem było inaczej zaprowadzono mnie na usg położna była przerażona ale mówi pójdziemy na usg sprawdzimy nie chce Pani denerwować i stał się koszmar nie ma wód płodowych i akcji serca, pan doktor podejrzewa że owinał się pępowiną co sekcja potwierdziła… nie dowierzałam nie mogłam w to uwierzyć wszystko odbywało jak jeden wielki koszmar z którego nie mogę się wybudzić. Ale lekarz był ze mną do końca, położne były prze cudne naprawdę nawet porody odbywały się gdy byłam pod prysznicem żebym nie słyszała… dostałam osobną salę mąż mógł być ze mną całą noc ale…….. porodu sn, wywołany bolesny, w dodatku szyjka przed przyjściem była zamknięta i pan dr chciał zrobić cesarkę do 2 h, chciałam mieć to za sobą ale ordynator kazał podać tabletkę i czekać na reakcję, poród był straszny każdy mówił że teraz muszę patrzeć na swoje zdrowie że to będzie dla mnie lepsze i że jeśli jeszcze będę chciała mieć dzieci to lepiej dla nich, teraz staram nie mysleć sie o tym bólu. Ale mogłam potrzymać syna w ramionach. Pan ordynator przyszedł do mnie w poniedziałek przed obchodem , i rozmawiał ze mną i tłumaczył dlaczego taka decyzja… Powiem szczerze psychologa nie było może że był to weekend teraz szukam dobrego specjalisty… ale wiem że gdyby nie mój mąż i cały cudowny personel to nie dałabym rady i trauma była by większa… ale jest mi ciężko, pustka w człowieku jak tak wielka że nie da się jej opisać. Jeszcze bardziej współczuje mamą Aniołków które miały tak okropny personel…

            • Witaj Alinko. Ja swoją córeczkę urodziłam 7 grudnia w 35 tyg. Na drugi dzień gdy mała była mniej aktywna.-tak mi się wydawało – pojechałam do szpitala. Było za późno. Serduszko nie biło. Jak sobie radzisz? Gdzie szukać pomocy? Mój mail – andziusia@yahoo.com. Mam nadzieję że się odezwiesz…

      • Witam Cię Sabinko ja w zeszłą środę urodziłam naszą kochaną córeczkę martwą w 35 tyg przez cc nie zgodziłam się na por.sn z cc nie było problemu bo w szpitalu mam rodzinę , ciąża była książkowa ja zdrowa malutka też miałam 4 prenatalne na żądanie wszystkie możliwe badania serduszko zawsze biło jak dzwon …. trafiłam do szpitala bo nie czułam ruchów od kilku godzin wiadomość na usg że nie ma akcji bicia serduszka to był cios jakiego nie da się opisać cały świat zawalił się w jednym momencie ….mąż z rodziną zobaczyli malutką zaraz po ja nie mogłam bo miałam narkozę ogólną …. dziś był pogrzeb naszego aniołka a przed pożegnanie i było to nie do przeżycia malutka wyglądała jak laleczka i ta mała trumienka… ale trzeba żyć dalej nasza kochana Anastazja będzie zawsze z nami będzie zawsze naszym aniołkiem ale z mężem mamy zamiar starać się bardzo szybko o następną dzidzie mimo że wskazania po cc są żeby odczekać 6 -12 miesięcy my chcemy odczekać 3…..dodam tylko że wcześniej były 2 niepowodzenia w 2010 r puste jajo płodowe a w 2011 poronienie samoistne w 6 tyg…. strasznie boję się powtórki ale wiem że damy radę!!!! Życzę Ci dużo sił i kolejnej zdrowej i donoszonej ciąży ….pozdrawiam

          • Asiu tak wybraliśmy się z mężem na badania genetyczne… po stracie naszej córeczki nie dawało nam spokoju to że lekarz nie podał przyczyny i przekopałam cały internet i znalazłam , w naszym przypadku to była wina lekarza niunia miała hipotrofie symetryczną spowodowaną jakąś chorobą naczyniową (zrobiłam badania na APS ,czynnik leiden i gen protrombiny, na winiki jeszcze czekam ) moją diagnozę potwierdziło 2 innych ginekologów i Pani genetyk …. dodam że mój (już) były lekarz cały czas twierdzi że niunia była duża i że nie miała hipotrofi mimo że miała niedowagi 600 gram i że obwód brzuszka miała mniejszy od reszty…. z histopatologii łożyska i pępowiny nic nie wyszło ale lekarz się wygadał że miałam czarne żylaki na łożysku… wystarczyłoby żebym brała zastrzyki z heparyny w brzuch i żeby wykonywał częste usg aby monitorować no i KTG a ja miałam usg co 6-8 tyg a ktg ani razu…. masakra!!!!! teraz mam innego bardzo dobrego lekarza , czekamy na wyniki badań i będziemy się starać od nowa!!! kochane kobitki zwracajce uwagę na lekarzy nigdy nie można im ufać bezgranicznie :( ja ufałam i moja córeczka nie żyje!!!! całuję i pozdrawiam

        • Karolu ja również 22 maja straciłam córeczke ,tez poprzez cc ale dlatego,że nie było mozliwosci fizycznej sn.Współczuje Ci i wiem,że jeszcze dla kogos ten dzien bedzie do konca życia najsmutniejszy.też wcześniej poroniłam.Mi lekarze powiedzieli,że rok minimum trzeba czekać.Blizna tez ok wygojona,ale nie boisz się ,że tak szybka ciąża po cc jest ciążą wysokiego ryzyka plus u Ciebie prawdopodobnie zespoł antyfosfolipidowy..Czy tak Ci powiedzieli lekarze,że tak szybko mozna??Pozdrawiam.

      • Wiem co to znaczy stracić małą dziecinę, w 35 tygodniu ciąży, straciłam syna, serduszko przestało nagle bić. Ta wiadomość nie docierała do mnie i do dnia dzisiejszego nie mogę sobie z tym poradzić. Musiałam też urodzić mojego Aniołeczka sn ;;;;( , z jednym tylko nie mogę sobie poradzić nikt nie zapytał czy chcę zobaczyć synka, dla mnie ta cała sytuacją i ten dzień to był jak jakiś koszmar, jakiś sen z którego zaraz się obudzę. Bardzo pragnęliśmy tego dziecka, ja, mąż oraz starszy syn, który zawsze tulił się do niego do mamy brzuszka, czuł go, mówił że będziemy razem w piłkę grać . A tu …nagle pozostała wielka pustka, smutek bo Pan Bóg zabrał go do siebie. Zwracam się do Was Mamy Aniołkowe, jak przetrwać ten ciężki okres żałoby po śmierci dziecka?

      • Rozumiem w pełni Twój ból ja w 40 tc jeszcze w dzień terminu straciłam swojego synka, leżałam od kilku dni w szpitalu więc nie przeszło mi przez myśl,że może się coś stać (ciąża przebiegała książkowo)niełatwo było rodzić sn bo w momencie kiedy dowiedziałam się,że mój syn nie żyje odechciało mi się wszystkiego, na szczęście miałam przy sobie męża,który wspierał mnie i namówił do pożegnania z Wojtusiem po porodzie, czego nie żałuję. Wojtuś +40tc +5.04.2015

        • Ja mojego martwego synka urodzilam we wtorek 22.12.2015. W wigilie go pochowalismy. Nie umiem sie z tym pogodzic. Na wyniki sekcji podobno bardzo dlugo bedziemy czekac. Porod mialam ciezki, silami natury i na porodowce po 33godzinach urodzilam synka. Bardzo chcialabym porozmawiac z mama, ktora czuje to co ja…. Moze odczulabym choc odrobine ulgi, bo pocieszenia bliskich, ktorzy maja dzieci w zaden sposob do mnie nie przemawiaja. Osiem lat czekalam na to Dziecko (po drodze jeszcze dwie ciaze stracilam wczesniej). .Gdyby ktos chcial porozmawiac, danko84@onet.pl

          • Kochana Bogusiu jestem aniołkową mamą..3 poronienia w szpitalu 3 – samoistne.. córka urodzona po 6 latach (dziś 18- letnia panna)…i 10 lat walki o dzieci ( zastrzyki , kuracje, badania, i całe mnóstwo cierpień i czasu) i w końcu 26 maja 2011r dowiedziałam się, że będę znowu mamą. Mnóstwo badań, lekarstw, wizyt, badanie wód płodowych,ponieważ test potrójny wskazał duże ryzyko choroby Patau – po kilku tygodniach otrzymaliśmy wyniki genetyczne…synek zdrowy..oszaleliśmy ze szczęścia córka razem z nami uczestniczyła w naszej drodze do kolejnego szczęścia, kilka pobytów w szpitalu….miałam przeczucie, że coś jest nie tak, miałam swój detektor tętna, żeby nie zwariować i 26 grudnia 2011r w Święta Bożego Narodzenia nasz synek Jakub urodził się martwy…(przyczyna śmierci – węzeł prawdziwy pępowiny). piszę ten komentarz, bo chcę dać wiarę Wszystkim Mamom bo… po operacji mięśniaka, odebraniu wyników z Invicty, z których jednoznacznie wynikało,że nie będziemy już nigdy rodzicami…zaszłam w ciążę naturalnie, ciąża przebiegała normalnie ja nawet nie świrowałam tak bardzo… urodził się synek Jasiu o tej samej godzinie co Kubuś i co nas przyprawiło o ból w sercu …też miał węzeł prawdziwy pępowiny.Dzięki Pani Doktor która przeprowadziła cc w 36 tygodniu nie wiedzieliśmy, że jest ten węzeł, wyniki niepokoiły Panią Doktor nasz synek Jasiek urodził się 18 września 2013r. Do dziś serce mi pęka , przeżywam poród Kubusia codziennie, obwiniam siebie że mogłam, ale co… jest mi lżej jak sobie pomyślę, że Bóg dał Kubusiowi piękne daty..Dzień Matki i Święta Bożego narodzenia. Kubusia urodziny obchodzimy w domu z tortem, są goście …i wyprawa na cmentarz no i oczywiście msza św, która jednoczy naszą liczną rodzinę tego jednego specjalnego dnia…nie jest mi lżej pomimo upływu czasu…nie jest mi lżej, że mam Martę i Jasia, często.proszę, żeby Jakub mi się przyśnił….długo by opowiadać ..są dni, że całkiem sobie nie radzę, ….przytulam mocno …nadzieja NIGDY nie umiera….

    8. No mam taką nadzieję że już nie długo będzie dobra nowina :) ….. 4 jadę na wizytę do dobrego specjalisty będzie oceniał stan mojej blizny po cc i mam nadzieje że dostaniemy zielone światełko mimo to będzie dopiero 6 tyg po cc ale ja czekać długo nie chcę :) …. dziękuję za wsparcie kochane!!!!!!

    9. kochane mam do Was pytanie… jak sądzicie z waszego doświadczenia czy jak zajdę w ciąże 2 lub 3 miesiące po cc to mój organizm będzie na to gotowy a głównie chodzi o bliznę na macicy, bo ja czuje się gotowa czuje się świetnie….proszę o wasze zdanie …. dziękuję

    10. byłam u lekarza …. lekarz super i bardzo dobry diagnosta od razu postawił trafną diagnozę … moja niunia zmarła przez zawał łożyska spowodowany jakimś zakrzepem no i miała hipotrofię asymetryczną … zrobił usg blizna jest super zagojona kazał odczekać jeszcze minimum 3-4 cykle żeby macica się porządnie złuszczyła i doszła do siebie…. następna ciąża będzie na heparynie i acard i cc będzie wykonane wcześniej …. mówił żeby się nie martwić i że będzie dobrze …. JESTEM SZCZĘŚLIWA że do niego trafiłam…..

    11. teraz trzeba tylko wytrzymać te 3 miesiące :( …….. a czas tak się ciągnie masakra….. ale nic muszę dać radę :) …. jeśli uda nam się od pierwszego strzału to będzie tak samo jak z Nastką bo z nią zaszłam w październiku …… :)

    12. Dziś moja cioteczna siostra dowiedziała się u lekarza, że synek, którego od 8 miesięcy nosiła pod sercem nie żyje. Nie wiem jak ją wesprzeć, co jej powiedzieć, jak pomóc… Jak zachować się w takiej sytuacji?

    13. witajcie 4 lipca o godzinie 4.21 rano urodzilam naszego synka Rysia w 36 tygodniu ciazy.ciaza byla ksiazkowa czulam sie dobrze,dzien wczesniej wieczorem czulam ze maly jest malo ruchiwy ale jeszcze nie panikowalam dopiero rano pojechalam do szpitala tam polozna probowala znalzc tetno ale sie nie udalo dopiero na USG zobaczyli ze niestety serduszko juz nie bije,wrazenie jakiego doznalam to tak jak by wielki wir zassal mnie cala do srodka i nie czujesz nic tylko wielki bol.mieszkam w uk ,musze wam powiedziec ze to jak sie mna zajeto naprawde mi pomoglo przez to przejsc.umeszczo mnie w osobnym skrzydle szpitala,nie widzialam innych rodzacych mialam do dyspozycji dwie polozne,pokoj gdzie spalam z moim mezem,salke porodowa i lazienke.rodzilam naturalnie wszystko poszlo sprawnie i gladko synka pokazano mi zaraz po porodzie,potem polozne go ubraly i zostal przyniesiony do naszego pokoju gdzie go ochrzcilismy i moglsmy sie z nim porzegnac teraz czekamy na wyniki badan.jest nam bardzo ciezko ale mamy siebie i jakos dajemy rade teraz myslimy juz tylko o tym kiedy mozemy zacza starania o nastepna dzidzie.chce pozdrowic wszystkie mamy w tym trudnym czasie jaki nas spotkal,kochane musimy byc silne nikt nas nie zrozumie bo jest to sytuacja gdzie tylko ty my wiemy jaki to wielki bol i rozpacz ale dziewczyny glowa do gory kto jest ta silniejsza strona swiata?KOBIETA oczywiscie wiec musimy zaczac pozytywnie myslec i na pewno wszystko sie ulozy.pozdrawiam.

    14. malgoska współczuję bardzo, ale wierzę, synek jest z Wami mimo swojej cielesnej nieobecności. Podziwiam Cię za siłę i pozytywne myślenie jakie od Ciebie bije. Twój post jest małym światełkiem, że może i u nas kiedyś będzie możliwe godne przeżycie tak bolesnego doświadczenia. Myślę, że w wielu miejscach w Polsce zapomina się jeszcze o ojcach Aniołków. Przecież oni też cierpią. Ja kiedy jest mi źle pierwszą osoba u której szukam oparcia jest mój mąż, dlatego cieszę się, że miałaś możliwość spędzić noc w szpitalu z najbliższą Ci osobą. Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki!

    15. Małgosiu bardzo Ci współczuje wiem co czujesz :( … ale będzie lepiej zobaczysz…. serdecznie Cię pozdrawiam i jestem z Tobą….

    16. Witam!
      Dnia 18.07.2013r. urodziłam synka. Był martwy, byłam w 20 tygodniu ciąży. Urodziłam go w Berlinie, gdzie byłam u rodziny z wizytą. Ciąża przebiegała dobrze. W szpitalu dowiedziałam się że od kilku dni nie miałam wód płodowych. Nie wiem kiedy odeszły mi wody. Rodziłam naturalnie. Po porodzie położna pokazała ma synka. Mogłam go przytulić, ucałować. Trzymałam mojego aniołka w ramionach i myślałam, że serce mi pęknie. To niewyobrażalny ból. Nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Na szczęście mam kochającego męża i 6-letnią córeczkę, którzy bardzo mnie wspierają i dodają mi sił.

    17. ASIU mam do Was (położne) pytanie….. zaczęliśmy starania z mężem :) więc zacznę od początku…. 28 czerwca miałam miesiączkę (1 po porodzie) trwała ona 3 dni i była dość silna …. 7-9-11 lipca były starania potem ponowne 17-18 potem przerwa …. od 20 do dziś zrobiłam już 7 testów wszystkie negatywne :( a wczoraj zrobiłam bete wynik też negatywny bo 0.1 … okresu nadal nie mam ani żadnych objaw a przed ciążą moje cykle były 28-30 dni zawsze regularne…pytanie jest takie czy jest możliwość że owulacja mi się przesunęła i że zaszłam po tych 2 staraniach (17-18) i wykonałam bete i testy za wcześnie??? bo przed okresem powinny być suche dni a ja mam wodnisty biały śluz i pobolewają mnie jajniki ale tak inaczej nie tak na okres…. aha dodam że 8 i 11 lipca miałam takie dziwne brązowe plamienia …. co Wy o tym sądzicie…bo już wariuję naczytałam się innych forach że były przypadki że testy były negatywne beta też a jednak dziewczyny były w ciąży…. proszę o odpowiedz dziękuję :)

    18. karola powiem tak. Na dwoje babka wróżyła, bo objawy które opisujesz pasują do ciąży, ale myślę, że gdybyś w ciąży była beta by to wykazała. Na pewno po tygodniu od zapłodnienia. Może być też tak, że na razie jeszcze wszystko po porodzie się normuje i organizm jest nieco rozregulowany. Trzymam kciuki żeby to była ciąża!

    19. Dziękuje Mariko :) ….. @ dalej brak to już 34 dc….jeśli nie dostane to w poniedziałek zrobię jeszcze raz betę ……dam znać co i jak…..pozdrawiam :)

    20. Witam Was wszystkie. Mój Synek odszedł w połowie czerwca w 34 tygodniu. Jak o tym pomyślę to nie mogę powstrzymać łez. Czekaliśmy na niego wszyscy…ja,mąż,dziadkowie…rodzina i przyjaciele. Okropna strata… i ciągłe pytanie dlaczego? Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Ciąża przebiegała wzorowo,a sekcja zwłok nic nie wykazała. Z dnia na dzień przestał się ruszać, a całą ciążę dokazywał jak oszalały. Cieszyliśmy się na każdy ruch, wygięcie… Lubił spać w lewym boku. I nagle nic….żadnego ruchu… żadnego wiercenia, wygięcia. Pojechaliśmy do lekarza, serduszko już nie biło.Pomyślałam to jakiś koszmar, nie wierzyłam, nie dałam rady wydobyć słowa, nawet płakać. Skierowano nas do szpitala na poród naturalny – okropny ból – fizyczny i psychiczny. Po kilku godzinach, przebiciu wód płodowych urodziłam…moje maleństwo. Był śliczny, malutki, nie płakał… miał zamknięte oczka, długie rzęsy, czarne włoski, i usta Tatusia. Cały był podobny do Tatusia. Nasz mały Synuś…Nasz Aniołek… Od położnej dostałam tylko odbitą stópkę i rączkę mojego maluszka. Koszmar i niedowierzanie do dziś… Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Dlaczego mój Aniołek odszedł?

      • Nie umiem znaleźć odpowiedzi na te pytania. I czasem krew mnie zalewa z tego powodu, że ludzie muszą doświadczyć takiego bólu i cierpienia jakie towarzyszy odejściu ich dziecka…Los bywa okrutny. Ludzie, którzy potrafiliby stworzyć piękną rodzinę mają problemy z zajściem w ciążę, jej utrzymaniem bądź zmagają się z utratą dziecka w najmniej oczekiwanym momencie…Jestem z Wami w tym okropnym momencie…

    21. Mojego Małego Aniołka straciłam w 33 tygodniu ciąży. Gdy trafiłam do szpitala lekarze kazali mi urodzić siłami natury. Powód abym jak najszybciej mogła zajść w kolejną ciążę . Po cesarce musiałabym czekać rok, a tak to mogłam się starać po 3 miesiącach. Ale mija 7 miesiąc i tak nie jestem jeszcze w ciąży, Bardzo się boję zajść w ciążę, boję się, że to się powtórzy i stracę kolejne dziecko :(

      • Witam Ja mojego maluszka urodziłam w 28 tygodniu ciąży… i było to w 1999r. … niestety strasznie ale to strasznie jest mi żal że nie widziałam mojego maluszka… teraz bym walczyła żeby go zobaczyć a wtedy tak jak i ty byłam jakby we śnie… teraz mam kochaną córeczkę 12 letnią i chodzimy cały czas do naszego Marcinka na cmentarz… wiem jedno jak umrę to bardzo ale to bardzo chciałabym aby mojego Marcinka pozwolono mi przytulić!!!! Trzymaj się kochana

      • Witam. W wieku 20 lat urodzilam synka w 38 tyg ciazy. Podczas usg lekarz nie wyczul bicia serduszka synka. Porod byl naturalny ze wzgledu na mozliwe zakazenie wod plodowych. Dzisiaj ma 29 lat I tak jakos mi zostalo ze sie boje zejsc w ciaze I nawet nie probuje. Poza tym po tym wszystkim mam nerwice. Nie ma stwierdzonej przyczyny tego co sie stalo I boje sie ze to moze sie powtorzyc. Cała ciąża odbyła sie super i brałam pod koniec tylko żelazo aby uzupełnić. Mieszkam za granica i lekarze byli wielka podpora!! Zorganizowali nawet pogrzeb w małej kapliczce. Dopiero na pogrzebie sie pożegnałem z synkiem i widziałam go tylko na zdjęciach które położna mu zrobiła. Po prostu bylam w szoku i sie strasznie bałam a dodam ze moj chłopak wtedy nie był wielkim wsparciem nie tylko tylko w czasie ciąży lecz nawet po.

        • Aniu może warto byłoby pójść do psychologa? W dzisiejszych czasach to już nie jest wstyd kiedy chce się porozmawiać z kimś kto profesjonalnie pomoże. W Twoim sercu jest rana, która jeszcze się nie zabliźniła. Może warto wygadać się komuś i spojrzeć inaczej na tę sytuację? Trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że Ci się uda.

    22. Ja 3 tyg temu urodziłam martwą córeczkę Hane :( miałam bez wodzie czekali az mała zaśnie zeby móc wywołać poród był to 27 tydz :( zarejestrowaliśmy ją i zrobiliśmy kremacje teraz jak patrze na urne to wyć mi sie chce…
      To jest trudny czas nie wiem co bedzie dalej… czy kiedys to bedzie mniej bolalo….to była moja 3 ciążą i kolejna stracona…..szukam dziewczyn które przezyły to samo… potrzebuje wsparcia może rozmowa zwykła rozmowa mailowo da chociaz troche ukojenia….

      • „miałam bez wodzie czekali az mała zaśnie zeby móc wywołać poród był to 27 tydz ” Nie rozumiem? Dlaczego aż zaśnie? Czy nic nie można zrobić z bezwodnikiem? Ten wpis mnie poraził..

    23. hej dawno mnie tu nie było….. więc tak w zeszły miesiącu zaszłam w ciążę lecz niestety poroniłam na samym początku około 6 tyg nawet nie było jeszcze serduszka…. Teraz staram się na nowo i głęboko wierzę że będzie dobrze :) ….. za Was wszystkie trzymam kciuki!!! 22 minęło 5 miesięcy jak moja córeczka odeszła to jest niesamowite jak ten czas leci!!!! buziole!!!

    24. witajcie dawno was nie czytalam ale tylko dlatego ze bylo mi ciagle smutno jak widzialam ile nas jest nieszczesliwych mam,jestem w szostym tgodniu ciazy to tak wczesnie ze nie potrafie jeszcze w to uwierzyc ale jestem taka szczesliwa i zarazem przerazona tym ze moge stracic i to moje drugie dzieciatko,trzymajcie za mnie kciuki i pozdrawiam was bardzo serdecznie:)

    25. Witam ja tez urodzilam corcie w 37tyg niestety nie zyla.19.11.2013 bedzie najgorszym dniem w moim zyciu.moj lekarz pomimo moich obaw ze mala sie nie rusza tylko dziwnie wypycha nie zrobil usg powiedzial ze to normalne bo dzidzia ma malo miejsca a to byl 35tydz,za 2tyg mialam skurcze nieregularne zjawilam sie u lekarza,polozna nie umiala znalesc tetna,wiec zrobil mi lekarz usg i z chlodnym tonem oznajmil mi ze malej nie bije serce,szok mysle to niemozliwe przeciez wszystko bylo ok.jak sie okazalo mialam hipotrofie plodu,niewydolne lozysko-lekarz tego nie zauwazyl a bylam na 3 prenatalnych badaniach prywatnie i wszystko bylo ok. Mowil ze mala odbiega od normy o tydz.ale mowil,ze mala ma czas rosnac,to sie nazywa ta dzisiejsza opieka lekarska. Mialam termin na 12grudnia,i teraz oplakuje corcia.a moja starsza corka siostre.maz i rodzina,znajomi strasznie wspieraja ale nie wiem czy uda mi sie z tym kiedykolwiek pogodzic.rodzilam naturalnie 7 godz to bylo najgorsze bo rodzila ze mna kobieta i jej dziecko zylo.lekarze i polozne wspaniali ludzie,wspierali i pocieszali.zwlaszcza polozna ktora odbila mi stopki na pamiatke.trzymajcie sie dziewczyny,nie wiedzialam,ze jest tyle kobiet co przeszly to co ja.mysle i chcemy sie starac o kolejna dzidzie.ale obaw jest duzo.pierwsza ciaze przeszlam bez zadnych problemow.pozdrawiam.jak cos to piszcie.

    26. Hej dziewczyny chciałam Wam tylko napisać że znalazłam przyczynę śmierci mojej córeczki i 3 innych poronień…mam straszną niedoczynność tarczycy z odmianą Hashimoto i to był powód…mój były lekarz przez 3 lata nie zlecił mi ani razy tsh ani tf4 mimo tylu strat…..szok!!!!!!!!! Justysia bardzo mi przykro…. moja mała też miała hipotrofię spowodowaną właśnie tą tarczyca….. teraz się leczę u endokrynologa starania na razie wstrzymane …. za miesiąc powtórne badania i jeśli tsh będzie w normie możemy zacząć działać…..pozdrawiam i życzę sił!!!

      • Zycze ci dobrych wynikow:-) moj byl na tyle ze badania na tarczyce mi zlecil,i bylo ok.jedynie mocz mialam zly w ciazy.po pologu jestem umowiona na wizyte.rozmawialam z lekarka i porobie rozne badania pod roznym katem i bede czekac na pozwolenie na staranie sie o dzidzie.a narazie czekam na wyniki ze swojego lozyska.pozdrawiam was dziewczyny:-)

    27. czesc dziewczyny,ja nie byłam w takiej sytuacji i nawet nie wyobrazam sobie co moga czuc matki rodzace takie dzieci;(
      moja siostra za to straciła dzidzię , to byl juz ostatni tydzien ciazy;( a znacie przyczyny zgonow? malutki udusił się pępowiną, lekarz powiedział że tego nie da się przwidzicię. kilka dni wczesniej usg wskazywało że jest ok,cała ciąża bez probemów..
      bardzo się boję o nią.ja oczywiscie tez przezywam,wszyscy, ale dla matki to musi byc straszna strata.. ogladac ta dzidzie w prosektorium,na szczescie obsluga szpitala bardo ja wspierala,to dzieki num urodzila sn bo gdyby byla cesarka,to moglyby byc problemy z kolejna ciaza,a juz o cesarke blagala…
      trzymajcie sie dziewczyny,sciskam Was wszystkie mocno i zycze odnalezienia sily i mimo,ze sie nie zapomni nigdy, to zycze abyscie cieszyly sie jeszcze malenkimi szkrabami!;**

    28. Cięcie cesarskie nie jest naturalnym sposobem porodu. Jest operacją która w zależności od zdrowia kobiety jest mniej lub bardziej ryzykownym postępowaniem.
      Uważam że namawianie do wykonywania cięć cesarskich na żądanie w internecie powinno być karane. Tylko niektóre powikłania po tej operacji opisane są tu: http://www.ptmp.pl/png/png1z1_2008/png11-14.pdf Radzę poczytać.

    29. Ja mojego Kubusia straciłam w 28tyg przez pare dni nie czułam ruchów mam żal do siebie że nie udałam sie do szpitala myslalam po prostu ze jestem przemeczona i moze nie zauwazylam jak sie poruszal ale moj brzuch dawal mi pewne oznaki ze cos jest nie tak byl dziwnie jajowaty gdy podnosilam sie z łozka myslalam ze to normalne. w sobote rano wybralam sie do swego lekarza ten oznajmil mi po usg ze seduszko mojego synka nie bije wyslal mnie do szpitala na wieczor dano mi tabletki na wywolanie porodu w niedziele 01.06.2014 rano urodzil sie moj aniolek bylam w takim szoku jak i moj maz ktory caly porod byl przy mnie ze nie chcemy widziec malego zobaczylismy tylko jak lezal pleckami a potem bylo juz za pozno by go zobaczyc zrobiono mu sekcje ktora nic nie wykazala a na pochowku nie otwieralismy trumienki nie chcielismy cierpiec jeszcze bardziej widzac malenstwo po sekcji. Zalowac bede do konca zycia ze nie przytulilam go nie pocalowalam mysle sobie teraz co ze mnie za matka ze nie pozegnalam sie z moim dzieciatkiem bo strach mnie paralizowal a teraz jest juz za pozno na wszystko. Mam juz jedno dziecko 2letnia corke lecz tak trudno sie pogodzic z utrata synka mam nadzieje ze bedzie mi dane urodzic kolejne dziecko ktore bedzie moglo zyc

      • Ja straciłam mojego Jasia w 26 tygodniu ciąży i też wszystko było ok. Kiedy poszłam na wizytę kolejną okazało się ze mój synek nie żyje!!!!! Urodziłam siłami natury…. Ale nie pokazano mi go ani ja nie chciałam go zobaczyć ale nie dlatego że się bałam tylko dlatego że chciałam go zapamiętać takiego jakiego miałam go w pamięci: mojego…!!!!!!! Minęły 4 lata i wciąż sobie wypominam że jestem wyrodną matką i nawet nie przytuliłam mojego synusia….. Tego nie da się zapomnieć… z tym trzeba żyć …………..

      • Urodziłam 2 lata potem córcię i jest cudowna!!!!!!!!! Dziękuję Panu Bogu że ją mamy bo inaczej życie straciłoby dla nas sens!!! Pozdrawiam was mamusie ( obecne i przyszłe) i życzę duuuuuuuuużo zdrówka dla naszych dzieci!!!! ;-

    30. Mój Gucio odszedł w ostatnim dniu 26 tygodnia. Wcześniej wszystko szło doskonale. Wszystkie wyniki badań, także prenatalnych, były ok. Nie jestem w stanie opisać szoku i rozpaczy, jakich doznaję. No i ten poród: straszliwy ból, skurcze i … cisza. A taki był śliczny i podobny do taty… Już maił 38 cm. Nie wiem, czy kiedyś się z tym pogodzę. Mam 33 lata i to była pierwsza ciąża. Nie mam jeszcze wyników kariotypu i sekcji.

      Lekarz mi wyjaśnił, że poród sn szybciej pozwoli mi stanąć na nogi i starać się o kolejne dziecko. Mam odczekać pół roku a po cesarce byłoby 2 lata czekania. Jeszcze nie wiem, czy odważę się ryzykować. Nie dam rady przez coś takiego przejść po raz drugi. Fizycznie szybko wracam do zdrowia, ale psychicznie jest totalna masakra.

      Nie miałam ojca, mama od wielu lat choruje a teraz osierociło mnie własne dziecko.

      W szpitalu Kopernika w Krakowie miałam bardzo profesjonalną i empatyczną opiekę. Psychologa na oddziale nie było a bardzo by się przydał.

    31. Witajcie

      22 października 2014 roku urodziłam swojego aniołka w 19 tygodniu ciąży.
      14 października byłam u lekarza i było wszystko w jak najlepszym porządku. Byliśmy z mężem i rodziną bardzo szczęśliwi. Zaczęliśmy kupować wyprawkę i przemeblowywanie pokoju. 17 października poczułam się dziwnie, lekko pobolewał mnie brzuch i miałam upławy. Całe popołudnie przeleżałam i niby wszystko było ok. Jednak w nocy znowu zaczęły się lekkie skurcze i upławy zabarwione krwią. Natychmiast obudziłam męża i pojechaliśmy do szpitala. Lekarz po badaniu stwierdził, że mam małowodzie, rozwarcie na 1,5 cm i skraca mi się szyjka. Jeszcze 3 dni temu na zwykłej wizycie było wszystko dobrze. Lekarz w szpitalu kazał mi leżeć wstawać tylko za potrzebą do wc i się wykąpać. Przestrzegałam rygorystycznie tych zaleceń. 19 cały dzień byłam taka szczęśliwa, bo wszystko wracało do normy. Krwawić przestałam, skurcze ustąpiły więc byliśmy szczęśliwi. Jednak nie za długo. W niedzielę 19 października poszłam w szpitalu na szybką kąpiel. Niestety zauważyłam, że coś ze mnie wystaje… straszna panika, natychmiast wezwałam pielęgniarkę, ona lekarza i byłam przerażona i cała zalana łzami. Lekarz po zbadaniu mnie nie miał dobrych wiadomości… Pępowina wyszła mi na zewnątrz, pęcherz płodowy i nawiązka pępowiny weszła mi do pochwy. Sytuacja beznadziejna. Dla mojego dziecka nie było ratunku… Lekarz chciał od razu wywoływać poród, gdyż obawiał się zagrożenia sepsą. Nie zgodziłam się, serduszko mojego upragnionego dziecka cały czas biło, a wiedziałam że jest zbyt malutkie aby przeżyło. Podpisałam w szpitalu oświadczenie, że mimo ryzyka zagrożeniem mojego życia nie zgadzam się na poród. Cały czas we mnie była iskierka nadziei. Mąż poruszał niebo i ziemię, szukał lekarzy, którzy mogliby nam pomóc. Moja pani doktor kontaktowała się z profesorami z Rzeszowa, Katowic i Warszawy, którzy zajmują się takimi trudnymi przypadkami. Niestety od każdego lekarza słowa były takie same… „Dziecko jest zbyt małe na przeżycie..nie ma dla niego już szans…”. Te słów nigdy nie zapomnę… Nie mogłam podjąć tej tak trudnej dla mnie decyzji…. zabić swoje dziecko, aby ratować swoje zdrowie??? Przecież wywołując poród zabiłabym to dziecko…. Jednak Bóg podjął tę trudną decyzję za mnie…. 22 października rano podczas usg dowiedziałam się, że moje dziecko nie żyje…Serduszko przestało bić… Nasza nadzieja zniknęła,,,, na zawsze. Wtedy zgodziłam się na wywołanie skurczy i poród.
      Dziękuję Bogu że mój mąż był przy mnie przez cały poród… trzymał mnie za rękę … niestety rodziłam na pokoju, błagaliśmy położną o przeniesienie mnie na porodówkę, niestety bezskutecznie. Nasze maleństwo urodziło się na łóżku, gdzie od niedzieli leżałam plackiem bez żadnego ruchu…
      Po porodzie przewieźli mnie do zabiegowego i zrobiono mi zabieg łyżeczkowania. Po przebudzeniu się z narkozy mąż cały czas był ze mną… Płakał tak samo jak ja po stracie naszego maleństwa.

      Nie mogę sobie wybaczyć tego, że nie walczyłam o to, żeby przytulić nasze maleństwo. Co ze mnie za matka….

      Na to nasze maleństwo czekaliśmy 4 lata…… 4 długie lata wizyt u lekarzy, non stop badań …. ale udało się. Byliśmy tacy szczęśliwi… Całą ciążę wszyscy mówili mi, ze będzie chłopiec, tylko mój mąż uparł się i powiedział, ze będzie dziewczynka.
      Wszyscy się mylili, tylko mój mąż miał rację….. urodziła się nam córeczka Majka. Ważyła zaledwie 224 gramy i mierzyła 23 cm długości.
      To życie jest takie niesprawiedliwe…. teraz pozostał nam tylko ból…. ból, którego nie da się opisać. Nie wiem, jak można poradzić sobie ze stratą tak wielką, stratą naszego ukochanej, upragnionej i tak długo wyczekiwanej córeczki….

      • Witaj Kamila ,wiem co czujesz ja swoją kruszynkę straciłam 28.11.14(*) trafiłam do szitala tydzień wcześniej z plamieniem i Crp 42 na wejściu jedne badanie usg i leżeć tylko te słowa zostały gdy na obchodzie codziennie mówie dalej plamie i to sporo,brać duphaston i leżeć,przeciesz nie skakałam w tym szpitalu tylko leżałam.Wcześniej też robiłam wszystkie badania nawet te genetyczne i wszystko ok,wybrałam naprawdę dobrego lekarza i niestety.27.11 miałam już wyjść do domu czekałam na badanie i zaczął się koszmar,podczas badania wyszła pępowina,nagle szybka akcja kozetka usg i co….pech jeden przypadek na 10 lat,to niby miało mnie pocieszyć.Wody sączyły mi się podczas sikania że nie było wiadomo kiedy,ale zadaje sobie pytanie leżąc w szpitalu jakby tym kobietą które tam leżą robili częściej usg i badanie czy możnabyło tego zapobiedz.Kroplówka na wywołanie nic nie dała na drugi dzień tabletka,pzewieżli mnie na inna sale sama leżałam ani tv ani do kogo gęby otworzyć sama z myślami i ze świadomością ze musisz urodzić swoje maleństwo.Na drugi dzień po południu zaczeły się skurcze zadzwoniłam po położną zaczęły szykować wszystko,nim przyszły po mnie ja już urodziłam cały płód wyleciał mi d majtek 250 dkg i 15 cm nogi z galarety rozpacz,nie miałam siły żeby zobaczyć,potem kroplówki czyszczenie.Najgorsze było gdy położna przyszła i powiedziała to był chłopiec myślałam że umre z bólu bo córeczke juz mamy 7 lat,jakby nie ona to nie wiem jakbym funkcjonowała.Połozna okrzciła naszego Frania 5 grudnia go pochowaliśmy,od tamtej pory codziennie jestema cmentarzu wymieniem wkłady znicze nie dopuszczam do zgaszenia,iech czuje nasza kruszynka ze ko bardzo kochamy.Także współczuję wszystkim mamą co przeżyły taką tragedie i rozumię.Mama AniołkaFrania(*)

        • Witaj Jus….
          Przeszłyśmy bardzo podobną traumę, tzn spotkało nas to samo, na początku plamienie a potem pęknięcie pęcherza płodowego, wypadnięcie pępowiny i poród. Nawet nasze dzieci urodziły się z podobną wagą. Czy wiesz jaka była przyczyna pęknięcia tego pęcherza płodowego???

    32. porud cc byl by bardziej bolesny niz naturalne po cc jest blizna ktora co dziennie przypomina o tragedi a naturalny poród jest takim mozna powiedziec rytualem pozegnania fakt kobietaktura stracila dziecko nie powinna lezec na sali z matka i dzieckiem i naprawde wiem co mowie przezylam to 2 razy najp[ierw naturalni a potem cc szczeze naturalne jest lepsze mamy wtedy czas na pozegnanie i powiedzenie sobie zegnaj kochanie po cc nawet nie pokazali mi dziecka

    33. Jestem lekarzem. Po wewnatrzmacicznej śmierci dziecka rozpoczynają sie procesy pośmiertne. Zas podczas ciecia cesarskiego zawsze plyn owodniowy w niewielkich ilościach dostaje sie do jamy otrzewnej, czyli m.in. miedzy pętle jelit. Nie można wykluczyć w takim wypadku rozwinięcia sie zapalenia otrzewnej u kobiety, które jest groźnym powikłaniem wymagającym nieraz hospitalizacji na oddziale intensywnej terapii i mogącym prowadzić do zgonu. Z tego względu poród naturalny jest o wiele bezpieczniejszy w takiej sytuacji, żaden lekarz nie chce ryzykować życiem matki.

    34. Cesarskie cięcie to operacja, a nie lekki i łatwy zabieg kosmetyczny. Możliwe są po nim różne powikłania, i jak to bywa, coś może lekarzom nie wyjść podczas operacji i potem oprócz utraty dziecka, dojdą kobiecie jeszcze zdrowotne problemy lub trudności z zajściem w ciążę.
      Urodziłam naturalnie córeczkę. Sama zadecydowałam, że to będzie taki właśnie poród. Lekarze i położne bardzo mnie wspierali. Drugi raz zrobiłabym to samo.

    35. Straciłam swoją córeczkę w 29 tyg. ciąży – 02.02.2015 r. Upragnione dziecko. Z mężem bardzo dużo w życiu przeszliśmy. Nasza Klaudia miała być początkiem w końcu tych dobrych dni. Ciąża przebiegała książkowo, wyniki idealne, żadnych plamień, mdłości…….. idealne samopoczucie. Mam ogromny żal do lekarza dyżurującego w szpitalu w ten dzień. Zgłosiłam się z powodu braku ruchów dziecka od kilkunastu godzin. Wykonano mi ktg, krótkie badanie ginekologiczne. Serduszko biło. Pani doktor powiedziała, że wszystko w porządku. Pytałam, drążyłam temat, ale podobno wszystko było ok. Odesłała do domu. Na drugi dzień zgłosiłam się z tymi samymi objawami, ale serduszko już nie biło. Nie wykonano mi dzień wcześniej usg…oparto się na zapisie ktg. Potem była akcja tuszowania „sprawy”, a mówi cały czas, że nie ma sobie nic do zarzucenia….Po czasie, inni lekarze stwierdzili (na wizytach kontrolnych), iż ktg nie było wystarczającym badaniem na tym etapie ciąży, przy takich objawach, jakie zgłaszałam.To podwójnie boli…….. ktoś całkowicie mnie zbagatelizował. Jestem na etapie walki o prawdę……. a jak wygląda walka w naszym kraju z lekarzami….wszyscy wiedzą……ale muszę spróbować……jestem winna to Naszej córce.
      Urodziłam siłami natury……trwało to bardzo długo. Nie jesteśmy już młodzi…. to było nasze pierwsze dziecko. Sekcja niczego nie wykazała……. namacalnej przyczyny, choć intuicja matki mi mówi, co to mogło być……Ból ogromny…… i pytania……dlaczego ja, my, dlaczego tyle cierpienia w naszym życiu, choć nikogo nie krzywdzimy, a inni….niestety tak…..
      Pozdrawiam Was i ściskam

    36. Witam drogie Panie, wczoraj na wizycie i ginekologa usłyszałam chyba 10 razy że: „to dziecko i tak nie przeżyje porodu”. Ma wadę genetyczną, dodatkowy chromosom na wszystkich parach. Teraz jestem w 29 tygodniu ciąży, a mój maluszek ma rozmiar jak 22 tydzień i wiele wad rozwojowych. Lekarz zakał do siebie przychodzić co tydzień, żeby sprawdzać czy serduszko nadal bije, bo nie czuję ruchów. Mam cichą nadzieję, że jednak przeżyje poród i będzie żył chociaż chwilę, może kilka minut, bo bardzo chciałabym go przytulić. Wczoraj moja nadzieja na to się zmniejszyła, bo się dowiedziałam, że będę rodzić pośladkowo. Co ja mam zabrać dla niego do szpitala? mam przygotowane jedno ubranko i becik zrobiony z poszewki bardzo ozdobnej. I to wszystko. Co można przygotować dla dziecka, które nie będzie żyło? Może miałabym jakąś nadzieję, gdyby miał wykształcone płuca, ale nie ma płuc. Serce wypełnia całą klatkę piersiową i jest prawidłowo wykształcone. Pytanie do kobiet , które straciły swoje dzieciątka i miały możliwość się z nimi pożegnać w szpitalu po porodzie – Czy coś Wam się przydało z rzeczy, które przygotowałyście? Chcę dla niego coś przygotować ale nie wiem co. Czy będę mogła go umyć i ubrać? Ja go chyba nie oddam do prosektorium, nie wiem jak ja to przeżyję, chyba pójdę się razem z nim zamrozić. … a potem się zakopię z nim w grobie na cmentarzu.

      • Cześć Sofi,

        Bardzo ci współczuje. Przeżyłam to samo w grudniu 2015. Mój maluszek urodzil sie w 19 tyg ciąży. Do szpitala wzięłam tylko różowa pieluszkę żeby zawinąć w nią mała. W szpitalu mogłam wybrać mini czapeczkę ale niestety założenie jej nie było możliwe ponieważ mała miała bardzo duzo wody podskóra. Wiec nie było mowy o ubraniu ani kąpieli. Jedyne co mogłam zrobić to mała poprzytulać i porobić zdjęcia. Teraz często je oglądam i sie bardzo cieszę ze je mam. Daj sobie czas żeby pożegnać sie z maleństwem, powiedziec mu co czujesz. To naprawdę pomaga.

        Życzę ci duzo siły.
        Pozdrawiam.
        Ania

      • Urodziłam naturalnie. moja córeczka umarła tydzień przed porodem. To był 30 tydzień ciąży, ale rozmiar dziecka był jak 22 tydzień dlatego wystarczyło około 6cm rozwarcia. Od podania oksytocyny do parcia minęło 1,5 godziny. Szybko, może dlatego, że się nie bałam, chciałam rodzić naturalnie, bo wiem że to jest lepsze dla moich kolejnych ciąż, a chcę mieć jeszcze dużo dzieci. W czasie porodu starałam się dać z siebie wszystko, żeby urodzić sprawnie, nie rozpaczałam, nic nie myślałam, byłam w transie, co nie znaczy że nie czułam bólu. Nie sądziłam że tak wielki ból może istnieć. Bardzo mi pomogła położna, która wykazała się wielką opiekuńczością wobec mnie. Cały personel szpitala wykazał się profesjonalnym podejściem psychologicznym wobec mojej tragedii, nawet poprzenosili inne pacjentki do innych sal, żebym ja mogła być sama. Rodziłam w pozycji kucającej i sama odebrałam poród (pod nadzorem położnej), więc od pierwszej sekundy mogłam być z moją córeczką, po łyżeczkowaniu jeszcze godzinę byłam z nią sam na sam.
        Pisze to, żeby kobiety wiedziały, że szpital szpitalowi nie równy, nie każdy jest taki straszny. Kiedy jest wsparcie osób dookoła to lepiej rodzić naturalnie. To było najbardziej wartościowe doświadczenie mojego życia. Od tamtej pory czuję jakby lepsze połączenie z Matką Ziemią, to było dla mnie wydarzenie mistyczne. Nie mogę się doczekać porodu zdrowego dziecka. Dziś minęło 12 dni od porodu.

        • Dziękujemy pani za ten wpis. Bardzo podnosi na duchu i daje nadzieję. A to bardzo ważne dla wielu mam. Mocno trzymamy kciuki żeby w najbliższym czasie urodziła pani zdrowe dzieciątko.

    37. Witam Panie.

      Moja kuzynka w poniedziałek 14 marca ok godz. 13 dowiedziała się,że jej córeczka jest martwa… termin miała na 8 marca, położna zadecydowała, że jak do 16 się nie urodzi to poród będzie wywoływany. w sobotę była u tej położnej- było wszystką w porządku, w niedziele poczuła, że maleńka się rzadziej rusza- poszła ponownie do położnej- ta kazała jej zapisywać w zeszycie co jaki czas mała sie obraca itp. i puściła ją do domu… w poniedziałek położna o 13 stwierdziła ustanie funkcji życiowych. Podano tabletki na przyspieszenie porodu, do tej pory jeszcze nie urodziła to już trwa 46 godzin!!!! Boję się o nią!!!! Czy to jest normalne żeby matka tyle godzin się męczyła rodząc swoje martwe dziecko? Proszę Was o odpowiedź. To jest jakiś koszmar!!!

    38. Witam
      Być może ktoś pamięta mnie z wcześniejszego posta z dnia 26 października 2014 roku w którym opisywałam swoją bardzo smutną historię mojej ciąży.
      Dziś chciałabym się Wam pochwalić. 5 miesięcy po porodzie swojej martwej córeczki a w pierwszym cyklu starań udało się nam i zaszłam w kolejną ciąże. Pewnie nie muszę pisać, jaka ta ciąża była stresująca. Obawy, aby sytuacja się nie powtórzyła towarzyszyły do samego końca. Ku moim obawom sytuacja zaczęła się powtarzać. W 20 tc znów zaczęła się akcja porodowa. Jednak błyskawiczna reakcja moja i mojej lekarki pozwoliła zatrzymać akcję. Skurcze udało się wyciszyć, a na szyjkę założony miałam pessar, który pomógł mi donosić ciążę do 39 tygodnia ciąży. 23 grudnia zeszłego roku, dzień przed Wigilią otrzymałam najcudowniejszy prezent, jaki można było sobie wymarzyć. Urodziłam zdrowego syna z wagą 3410 i 54 cm długości. Otrzymał 10 pkt. Dziś Piotruś ma prawie 3 miesiące, jest cudownym dzieckiem. Często chodzimy na cmentarz do Majeczki, bo to Ona tak dzielnie opiekowała się swoim bratem jak był w moim brzuszku. Wierzę, ze każdej z nas się uda urodzić zdrowe dziecko. Trzeba walczyć, nawet jeśli ciąża wiąże się z trudnościami.

      • Pani Kamilo, gratuluję serdecznie!
        Teraz, gdy przeczytałam ten wpis, aż łzy poplynely mi z oczu. Z jednej strony dał mi nadzieję,ze i ja doczekam się ziemskiego rodzeństwa dla mojego zmarłego w 34tyg ciąży synka (i dwóch aniołków,które straciłam wcześniej), a z drugiej bliskość daty pani porodu z dniem mojego smutnego porodu przypomina mi tamte chwile jakby to było wczoraj. Ja urodziłam 22grudnia, a w wigilię Go pochowalismy :-(
        Życzę Wam dużo zdrówka i niech dzieciątko się dobrze chowa…

      • Dziękuję za ten wpis Pani Kamilo. Mnie przy zdrowych zmysłach utrzymuje tylko wiara, że niedługo Bóg da mi szansę urodzić zdrowe dziecko. Dostaję leki na spalanie pokarmu, ale na spalenie Miłości z serca nikt mi lekarstwa nie dal.Tak chciałabym się zatroszczyć o moją Córeczkę, ale jedyne co mogłam dla niej zrobić , to wybrać ubranka do trumienki. Pani historia pozwalacmi mieć nadzieję, że moja Księżniczka za jakiś czas otoczy opieka, oprócz mnie i męża, jeszcze swoją siostrzyczkę albo braciszka…

    39. Jestem obecnie w24 tygodniu ciąży. Az do usg połowkowego wszystko przebiegało wzorowo,doskonałe wyniki,parametry dziecka w normie. Ta ciążą dodała mi skrzydeł,cały czas świetnie się czułam i pracowałam,bez zachcianek,mdłości,wymiotów. 21′tydzien wyrok- brzuszek za maly o 4 tygodnie,podejrzenie wady genetycznej,czekanie dwa tygodnie czy podrośnie,23′tydzien potwierdzenie hipotrofii podczas gdy serce,mózg,narządy prawidłowe. Konsultacja u innego lekarza: poważna i śmiertelna wada genetyczna,głęboka hipotrofia wada serca,amniopunkcja i słowa lekarki- pani dziecko umrze,to tylko kwestia czasu,wyniki na pewno będą złe. Jak już umrze proszę przyjechać po tabletki na wywołanie porodu. Co mam robić? Leżę i płaczę a mój synek jest w moim brzuchu i kopie coraz mocniej. Pomocy

    40. Witam kochane:* tydzień temu dołączyłam do grona Aniolkowych mam. Urodziłam moją martwą còreczkę w 41 tc. 3 dni po terminie. Powiem szczerze, wciąż w to nie wierzę, ciągle dotykam brzuszka, by poczuć kopniaczki mojej Księżniczki. Boję sie spojrzeń na ulicy, wydaje mi sie, że wszyscy widzą we mnie niewartościowa kobietę. Każdy dzień jest walką że łzami i z bólem. Dużo daje mi mówienie o tym co przeszłam, opowiadając o tym czuję się lepiej. Postanowiłam więc opisać moje doświadczenia. Pomoge sobie i może komuś kto jest w podobnej sytuacji i chciałby porozmawiać o tym co przeżył. Jeśli ktoś chciałby przeczytać moja historię zapraszam tutaj https://biedroneczkolecdonieba.blogspot.com mam nadzieję, że niedługo będę miała siłę dodać kolejne wpisy… Pozdrawiam i modlę się o sile dla nas wszystkich.

          • nie napisze ze bedzie mniej bolec bo to nigdy sie nie stanie nauczysz sie tylko z tym bólem zyć tak jak ja z tym żyje łzyrodziców po stracie nigdy nie przestaną płynać ale z czasem małymi kroczkami do przodu bedzie lepiej

          • teraz jest taka grupa BY DALEJ IŚĆ jest to grupa dla rodziców po stracie.ja byłam na takim spotkaniu z mamami ktore straciły dzieci i to mi pomogło ze nie jestem sama ze jest tyle kobiet ktore przez to przechodzą i cierpią.

    41. witam was mamy Ja tez jestem mama po 2 stratach syn urodził sie w 30tc urodził sie martwy przez ciecie cesarskie to co przeszlismy nie da sie opisac słowami po roku zaszłam w kolejna cąże poroniłam w 10tc ale nie podałam sie jestem mamą córeczki która urodziła sie jako wczesniak w31tc z waga 1300i 37cm z ciąży wysokiego ryzyka teraz jest zdrową prawie 4latka pisze do was mamy ze warto starać sie i nie podawac bo teraz córa wynagradza mi teraz wszystko.

      • Pani Ewo gratuluję Pank serdecznie:* ja chciałabym zajrzec na chwilę w przyszłość, zobaczyć siebie z własnym dzieckiem… Wtedy byłoby łatwiej… Ale historię takie jak ta pokazują mi, że warto się starać do skutku:*

        • dlatego tu napisałam bo moja droga do macierzystwa była długa i okupiona morzem łez teraz chce aby mamy po stracie sie nie podawały bo warto walczyć o byciem mamą tu na ziemi.

          • Jest nas tak dużo… To jest straszne, że tyle kobiet przeszło przez ten koszmar. Mi bardzo pomaga myśl, że moja Córeczka nigdy nie zaznała ziemskiego cierpienia. A przecież chyba każda mama marzy o tym, by jej dziecko nigdy nie cierpiało… Umarła tam gdzie była szczęśliwa, gdzie czuła się bezpieczna… A teraz wspiera mnie z góry…

            • tak jest tyle kobiet co przez to czym jest strata dziecka musza prześć przez żałobe przez utracone marzenia stracony sens życia ale warto walczyc i nie podawać się

            • Dziś Idę na ściągnięcie szwow. Dodatkowo na rozmowę z lekarzem na temat tego co się wydarzyło… Boję się, tego jak długo będzie mi kazał czekać z kolejna ciąża… Teraz dbam o siebie jak mogę, żeby fizycznie jak najszybciej się na to przygotowac…a jak powie, że musimy długo czekać:(? Boję się, że wtedy stracę motywację by jeść, jak najszybciej wyjść z anemii i dojść do siebie… Psychicznie czuję się już silniejsza… Oczywiście kilka razy dziennie wybucham płaczem, ale potrafię też prowadzić spokojne rozmowy, nawet na temat mojej Marysi…

        • wiem jaki jest ciężko ja Synka urodziłam przez ciecie bo 4 dni go rodziłam i juz było zagrożenie sepsa i dlatego musielismy czekac rok było mnostwo badań dlaczego tak sie stało.moj lekarz nie ktory prowasził mnie w 1 ciąży nie widziAŁ ze łozysko jest niewydolne i dlatego tak sie stało a dowiedzielismy sie dopiero jak byłam w ciąży z córa to samo sie działo tylo miałam dobra opieke i rawie cały czas byłam w szpitalu.w 31 tc wyszło mi tak zle ktg ze lekarze zadecydował o rozwiazaniu ciąży przez cc

    42. Jest mi lżej. Wszystko goi się bez problemow. Lekarz powiedział, że za 5-6 tygodni mam przyjść na kontrolę i jeśli hemoglobina wróci do normyi badania moczu będą w porządku to on nie widzi przeciwwskazań do kolejnej ciąży. Jednocześnie dowiedzialam się, że wstępna sekcja nic nie wykazała…. Więc raczej tak jak większość nie poznamy przyczyny….

      • to dobrze ze wracasz powoli do zdrowia małymi kroczkami do przodu . a zapytam masz wsparcie w rodzinie partnerze bo to jest najważniejsze zebyś miała wsparcie.i napisze CI jeszcze ze kiedy masz ochote to płacz krzycz to ci przyniesie ulge bo musisz przejść przez okres żałoby zeby życ a twoja córa czuwa nad wami i pewnie bawi sie w niebie z moimi dziecmi .

        • Tak. Na pewno śmieją się teraz wspólnie. Mam ogromne wsparcie w rodzinie. Swojej i męża. A mąż to w ogóle jest wspaniały. Był przy porodzie, spał że mną w szpitalu i cały czas jest przy mnie. W każdej chwili mogę na niego liczyć:**

          • to dobrze ze masz wsparcie musicie przejść przez to razem wiem jak to jest pamietam każdą chwile po stracie syna ja szukałam winy w lekarzu Bogu i w sobie ale to nie tędy droga przeszłam przez czas żałoby pogodziłam sie z tym co sie stało zeby mieć siłe walczyć o bycie mamą i udało sie choć nie było lekko ale było warto teraz córa jest całym naszym szczesciem.

            • Takie historie jak Twoja pomagają mi wierzyć że i dla mnie zaświeci słońce. Ja już nie winie nikogo. Jestem dumna z mojej córki, zrobiłam dla niej tyle ile mogłam. Urodzilam ja, przytuliłam, wraz z mężem pozegnalismy się z nią i ja pochowalismy…teraz musimy być silni, dla niej! By nie cierpiała patrząc na nas

    43. Mam prośbę kochane. Czy są tu kobiety, które szybko po urodzeniu Aniołka zaszly w kolejna ciaze? Zarowno lekarz jak i polozna radza mi by probowac zaraz po pologu i teraz mysle ze tak chce. Ale chcialabym wiedziec jak inne kobiety znosily psychicznie taka ciaze i czy byla duzym wysilkiem dla ich organizmu. Za kazda odpowiedz z gory dziekuje i pozdrawiam wszystkie Aniolkowe Mamusie:*

      • Mam podobne przeżycia… Bardzo przeżyłam poród mojej kochanej Amelki w marcu 2007 roku. Nie widziałam Jej ,byłam w szoku poporodowym,ale mąż Ją pożegnał…ponoć była piękna..miała długie paluszki,piękny maleńki nosek i śliczne usteczka…Nasz ANIOŁEK. Cierpiałam bardzo. Po roku zaszłam w ciążę. Pełna obaw,przerażona i przewrażliwiona na punkcie każdego dnia ciąży, wczuwałam się w swój organizm.Czy serduszko bije? Czy rusza nóżką? Taaak! Urodziłam synka:-))) Będzie dobrze! Napisz jeśli chcesz sniegoccy@op.pl

    44. Ja też straciłam dziecko… Był 22 tydzień i 4 dni, usg wykazało brak akcji serca. Nasza córeczka była chora, miała zespół Turnera… od 9 tygodnia każdy dzień to był lęk o jej los i nadzieja, że może jednak… To że była chora wcale mi nie pomaga przy godzeniu się z jej śmiercią. Wręcz przeciwnie kochałam ją chyba jeszcze mocniej, całe życie było podporządkowane słuchaniu kopnięć i liczeniu ruchów. Poród sn, od 9.40 zaczęła się indukcja, poród 15.40. niby szybko ale dla mnie to wieczność… skurcze były co minute a położne nie chciały wierzyć, jak mówiłam o skurczach partych to stwierdziły, że nie rodziłam to skąd mam wiedzieć co to (1 ciąża-12 h na porodówce, brak wstawiania się główki, zanik tętna dziecka- cesarka, 2 ciąża 34 tydzień przedwczesne odklejenie łożyska-cesarka, dzieci żyją a to była 3 ciąża) Owszem pielęgniarki starały się złagodzić ból zastrzykami ale kiedy się zaczęło byłam na sali (nie porodówce) bez położnej, bez lekarza w bólach sama urodziłam do połowy moją kruszynkę. Dopiero wtedy zaczął się ruch przybiegły położne i zaczęły panikować co robić bo na porodówkę nie zdążą, nie ma specjalisty idt.. Malutka była ułożona pośladkowo, więc w pewnym momencie nawet nie wiedzieli „CO” się urodziło. Na szczęście po wszystkim mogłam ją pocałować i na nią popatrzeć, chociaż pamiętam to jak przez mgłę bo leki działały. Nie wiem co było dalej, zasnęłam. Obudziłam się na swojej sali z ogromnym bólem klatki piersiowej i niemożnością przełykania (9 dni po nadal boli tak samo). Psycholog oczywiście zaglądał. Rola męża nieoceniona. Wyszłam kolejnego dnia jednak nie na długo. Po drodze do domu dostałam znowu silnych skurczy i trafiłam do kolejnego szpitala-zatrzymanie resztek poporodowych. Malutką pochowaliśmy w naszym rodzinnym grobie, żeby nie była osamotniona. Codziennie zapalam jej światełko na dobranoc ale ból i tak jest ogromny…

      • Taak …oni są zazwyczaj nie przygotowani. Amelkę urodziłam po trzech dniach wywoływania. Po tym,jak pewien ginekolog,albo stażysta,próbował wymóc na mnie bym została na sali porodowej słowami,”jak oni,pójdą do domu(inni lekarze) ,podkręcimy oxytocynę,założymy balonik i urodzisz na moim dyżurze” Zakład? Chęć zaimponowania ordynator? Do dziś nie wiem…. Fakt. Urodziłam na jego dyżurze. Ale najpierw,uciekłam z sali porodowej na patologię,dostałam wysokiej temperatury, wzrosły dedimery,a lekarz…się obraził. Nie chciał mnie przyjąć z powrotem na porodówkę bo przecież się wypisałam….. Po kilku godzinach doszłam o własnych siłach na salę porodową. Urodzilam po pięciu minutach. .. Potem mnie wylyżeczkował….W dniu wypisu Pani ordynator, i lekarz-stażysta poprosili mnie na rozmowę. Pytali czy nie potrzebuję psychologa(?)….

    45. Urodzilam moja coreczke po przez cesarke nie planowalam tego bardzo chcialam urodzic droga natury chcialam bardzo poczuc swoje dziecko zaraz po porodzie na swoim ciele jak je przytulam to napewno najpiekniejszy moment zycia dla kazdej matki zazdroszcze im tego. Ciaza przebiegala bez zadnych problemow mialam robione kilka razy usg podczas ciazy i zapewniano mnie ze wszystk ok choc mowilam ze mala bardzo rzadko sie rusza . Jak przyjechalam do szpitala to ciaza byla juz przenoszona 8 dni. Zbadano mnie zrobiono ktg i wszystko oki dopiero po usg zauwazono ze nie widac pepowiny i lekarka powiedziala ze trzeba zakonczyc ciaze . Nastepnie jeszcze zrobiono mi jedno badanie niepamietam juz jakie i okazalo sie ze zanika bicie serduszka mojej coreczki podano mi adrenaline i biegiem na sale tak szybko to sie dzialo ze nie mialam czasu pomyslec ze moje dziecko bylo tak zagrozone uspali wyjeli mi corke na szczescie zdrowa

    46. ja urodziłam moją córeczkę w 25 tygodniu ciąży. ciąża to był cudowny czas dla mnie i dla męża ponieważ nie odczuwałam zadnych dolegliwości z nią związanych. z niunią tez wszystko było wporządku aż do momentu kiedy serduszko przestało bic, tak jak większość z was nie czułam ruchów więc poszłam do lekarza który mnie prowadził, stwierdził on brak akcji serca i wypisał skierowanie do szpitala zebym mogła urodzić naszą niunię sn

    47. 15.05 także dołączyłam do Aniołkowych mam. Brakowało dwóch tygodni do urodzenia zdrowego synka. Moja ciąża przebiegała wręcz idealnie z większością spraw radziłam sobie sama, byłam dyspozycyjna właściwie cały czas. Dzień przed tragedią z mężem jechaliśmy odebrac łóżeczko do maleństwa wtedy jeszcze wydawało mi się że jest wszystko w najlepszym porządku. Kidy na następny dzień mąż chciał złożyć łóżeczko to stwierdziłam że dziecko się nie rusza. Gdy byłam w szpitalu lekarz stwierdził ze ciąża martwa, brak tętna. Zawalił mi się cały świat. Chciałam cesarke ale każdy z lekarzy odradzał gdyz mowili że powikłania, ze moge mieć przy sobie zajściem w następną ciążę bo dziecko martwe. Nie powiem bo opieke w szpitalu miała bardzo miłą. pielegniarki okazywały bardzo duzo zainteresowania i wsparcia opieka psychologa też była zapewniona ale rozmowa i tak nic nie dała. Po urodzeniu okazało się że pepowina była bardzo długa i zrobił się węzeł. Mam bardzo duże wyrzuty że to moja wina gdyby człowiek umiał usiedzieć na tyłku tak jak mąż mi mówił to może by nie doszło do tragedii. Niewiem czy będę umiała się pozbierać po tym co się stało. I czy mężowi będę umiała dac wsparcie w tych ciężkich chwilach bo wiem że on tez to przechodzi tylko nie okazuje

      • Ogólnie to do samego końca miałam nadzieję że jak sie urodzi to będzie płakać będzie żyć, że to co lekarz stwierdził że to będzie wielką pomyłką, niestety okazało się okrutną prawdą

        • Basiu myślę że to że zrobił się węzeł na pępowinie nie jest Twoją winą. Wydaje mi się że każdy lekarz Ci powie to samo. Mnie lekarz po śmierci mojego synka w 30 tygodniu ciąży powiedział że nie można się tak obwiniać bo (cytuję) „gdyby Pani wiedziała że się przewróci to by Pani usiadła”. Mnie pomogło jeszcze to co mi powiedziała pewna pani psycholog. Powiedziała że nie powinnam szukać przyczyn w takich rzeczach jak to czy za szybko gdzieś przeszłam, czy że jechałam samochodem w upał czy inne tego typu rzeczy bo są i takie kobiety które piją, palą, biorą narkotyki w ciąży, celowo się biją w brzuch żeby zabić dziecko i rodzą żywe dzieci. Może te dzieci nie są zdrowe ale są żywe. Czasem jednak dzieje się tak że dbająca o dziecko kobieta traci ciążę bo nie możemy wszystkiego przewidzieć i „usiąść”.

    48. Witajcie,17 czerwca urodziłam synka w 37 tc w zamartwicy, żył 4 dni… umarł w wyniku niedotlenienia… to było drugie, wymarzone i wyczekiwane Dzieciątko przeze mnie,męża i córeczkę, mam 39 lat… ból rozdziera mi serce… przytulam Was wszystkie…

    49. 19 sierpnia urodziłam w 38 tygodniu martwą córeczkę Łucję,dziś mija 7 tygodni. Moja maleńka pięknie się rozwijała, nie znaleziono przyczyny śmierci. Ból i tęsknota nie pozwala mi powrócić do świata. Jestem przy jej grobie codziennie, tylko tam czuję coś na miarę spokoju. Urodziłam ją przez cc i jestem wdzięczna lekarzom i położnym za dobrą opiekę, wsparcie i szacunek. Był czas na to abyśmy pożegnali się z Łucją. Po operacji położna spędziła przy mnie całą noc. Dodam, że nie jestem osobą która miała tzw. znajomości. Jeśli ktoś jest w podobnej sytuacji i chce porozmawiać,zapraszam do napisania do mnie nataliawisniewska44@wp.pl

      • Trzymaj sie kochana przesyłam duzo siły i jestem z Toba aniolkowa mama synek ur sie w 30tc martwy poroniłam w 10tc teraz obecnie mama wczesniaka z 31tc zdrowa 5letnia dziewczynka .moja droga do macierzynstwa byla okupiona morzem łez teraz córka mi wynagradza wszystko.a Ty jak sie masz jak sie czujesz pozdrawiam

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>